29 września 2018 – dzień 2

Dzień 2. To był naprawdę mega ciężki i wyczerpujący dzień. Mega stresujący, z pierwszą dużą kłótnią, a w zasadzie awanturą… Myślę, że wszystko się ponakładało, brak snu, zmęczenie, zbyt luźne potraktowanie niektórych ustaleń. Od początku wiedziałam, że baby są bardziej ogarnięte i po wczorajszym dniu mogę powiedzieć, że mój kierowca – kobieta 🙂 tworzy ze mną fajny duet. Z facetami trwa to trochę dłużej – jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że z Pawłem też będzie ok, może to kwestia dotarcia się tak jak w parze albo w nowej grupie ludzi, którzy są skazani na siebie przez dłuższy czas i muszą współpracować. Ponieważ jest to dla mnie najważniejszy czas w życiu, nie było ważniejszego i to właśnie teraz toczy się wszystko. Gdzie będę, z kim będę, ile czasu, na ile czasu i czy wszystko pójdzie tak jak powinno…

Zrobiliśmy mnóstwo: spot dla chłopaków od dronów, które będą w niektórych miejscach za mną lecieć, załatwiliśmy mnóstwo jeśli chodzi o noclegi, kupiłam karty do telefonu (na grupowym zdjęciu pozuję z włoska rodzinką, która prowadzi sklep w Menfi i to u nich załatwiłam sprawę z telefonami), przenieśliśmy 600 kg wody, ogarnęliśmy pudła z jedzeniem i lekami, zrobiłam z Fabem krótką sesję zdjęciową (która de facto nie była zbyt udana), nie jedliśmy nic od śniadania do kolacji, ale naprawdę było bardzo dużo pracy. Nie biegałam już dwa dni, kolejny bez biegania się zapowiada. No nic, odbiję sobie na trasie…

Przez dwa dni moją stronę wyświetliło prawie 10 000 osób, zyskałam ponad 100 lajków na fanpage’u oraz prawie 100 nowych zaproszeń do grona znajomych. 99% to Włosi. Moi rodacy jakoś się niewiele interesują. Przykre. Tylko ci, którzy mnie znają wykazują się ciekawością, dostałam mnóstwo wiadomości z Polski od znajomych z życzeniami powodzenia i siły. Przydadzą się…

La Sicilia – włoski dziennik opublikował wzmiankę o mnie, Fab rozrysował fajną mapkę, którą możemy teraz podsyłać wszystkim, którzy chcą zobaczyć jak będą przebiegać poszczególne dni jeśli chodzi o odległości.

Wieczorem wyszliśmy na Inycon, no i niestety się pokłóciliśmy… Znaczy się ja i Paweł. Ja wiem, że w bardzo stresujących sytuacjach ciężko jest utrzymać nerwy na wodzy, ale ja nie mogę pozwolić sobie na to, żeby cokolwiek poszło nie tak… Poświęciłam projektowi w zasadzie wszystko. Nogi, pieniądze, zdolność kredytową, miłość i przyjaźń. Przez półtora roku nie robiłam nic innego tylko pracowałam i przygotowywałam wszystko po kolei… dlatego teraz bronię tego jak lwica. Nieocenioną pomocą okazał się Fabrizio, który stanął w roli mediatora. Skutecznie. Dziękuję, że jesteś. Grazie a te. Grazie che sei con me.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *